

Prompt / Lyrics
Takie to wszystko bez sensu Jak ciepła zupa wylana do sedesu Kręci się kręci pralka niepamięci Tyle wzlotów podniet i przejęcia I z wycieczek jakieś zdjęcia Taki sam sweter jak dawniej Może gwiazdka mi z nieba spadnie Nie wiem czy pchać to dalej Czy lepiej wsiąść w pociąg Ciągle się pytam po co to po co Esy floresy i zawijasy Ludzie to zwykle same kutasy A może zwyczajnie tak samo Mają żyły wypchane watą cukrową Która już się przejadła Smutna walka o życie O jutro choć zawsze jest dzisiaj Siedzisz na chodniku i dłubiesz w oku starego misia Znów takie samo jak co rano Przedpołudnie z żywą raną Co aż ogni się od wrzodów Jakbyś cofał się do przodu Czekasz na szansę której nie ma Przystanek do szczęścia ktoś rozjebał Zalepione oczy masz od pyłu Najgorsze jest cofanie do tyłu Sen z powiek zrywa się niechętnie A potem nadejść nie chce Uparty jak źrebię Mustanga Na którym nawet Ci nie zależy Popłynąłbyś w rejs bo to nie wyklucza Że się utopisz i przestaniesz szukać Zgrabna deklaracja nihilizmu I nie chodzi tu o brak odwagi Tylko o brak dobrego smaku Zamglona wiedzą chęć do życia Buraki niegodne filantropii Jak pluskwy namnożyły się i żrą Prosta funkcja robotnika Konsumpcjonizm to nowa religia Nikt już nie wie dokąd to zmierza Też mam już dosyć, w mordę jeża W końcu też usiądę, może nawet dzisiaj I zacznę dłubać w oku starego misia Znów takie samo jak co rano Przedpołudnie z żywą z raną Co aż ogni się od wrzodów Jakbyś cofał się do przodu Czekasz na szansę której nie ma Przystanek do szczęścia ktoś rozjebał Zalepione oczy masz od pyłu Najgorsze jest cofanie do tyłu
Tags
power metal, progressive power metal
4:00
No
10/22/2025