Słońce mnie suszyło, księżyc wykończył,
Stoję na poboczu, brudny i zmęczony.
Lecz wciąż mnie trzyma stare pragnienie,
Jak wtedy, gdy stałem tam pierwszy raz.
Wczoraj ją widziałem, znów jakby wczoraj,
W każdym mijanym aucie, w każdym świetle,
Nasza piękna Aśa,
nasza kochana, nasza Aśa…
Od Kołobrzegu po Lublin jechałem,
Od Białegostoku do Zielonej Góry.
Każdym rodzajem ciężarówki pędziłem,
Które kiedykolwiek woziły towary.
Wolałem stare i wyboiste drogi,
Niż te pachnące nowym asfaltem,
A jeśli dasz mi papierosa, kawę
I jakiś jeden, jedyny znak,
Wtedy ruszę w drogę znowu,
jak za starych, dobrych lat
Przez deszcz byłem kopany wciąż,
Okradziony przez zimny śnieg,
Miałem porwane, podarte ubranie,
Ale cały czas stoję, na nogach twardo.
I wciąż mam w sobie siłę, to dzikie pragnienie,
Jak wtedy, gdy stałem tam pierwszy raz.
Goniłem od Kołobrzegu do Lublina,
od Białegostoku do Zielonej Góry.
Jechałem każdym rodzajem ciężarówki,
które kiedykolwiek woziły jakiś towar.
Wolałem stare, wyboiste drogi
od tych, co pachną asfaltem i benzyną.
A jeśli dasz mi papierosa, kawę
I jakiś jeden, jedyny znak,
Wtedy ruszę w drogę znowu,
jak za starych, dobrych lat
[Male Vocal]