Rozstajne drogi nas z sobą rozplotły,
Choć nikt z nas nie prosił o gorzkie powroty.
Dzieli nas puszcza i rzeka głęboka,
Gdzieś wzrok się zagubił w wysokich obłokach.
Kiedyś pod dębem w tym samym kierunku,
Szukaliśmy swoich ust by ulec pocałunku.
A gdy świat mój tonął w mroku i zamieci,
Twój duch mi jak ogień na wzgórzach zaświecił.
Teraz istniejemy pomiędzy światami,
Pomiędzy bogami i leśnymi duchami.
Na korze drzew kreślimy nieposłane wieści,
Co w ludzkich myślach nie chcą się pomieścić.
Lecz deszcz zmył te znaki, burza pień złamała,
Zła moc swój testament w popiele spisała.
Tam słowa zaklęte zostaną na wieki,
Chyba że je skradnę z nurtu czarnej rzeki.
Z nurtu czarnej rzeki
Dola z Niedolą tańczą w naszej duszy,
Każda swą nitkę chce do siebie skruszyć.
Lecz żadna milczenia muru nie obali,
Skorośmy sami to serce wypali
Krążymy w gęstwinie szukając swych dłoni,
Choć nikt nas nie szuka i nikt nas nie goni.
Nikt nas nie goni
Zgubiliśmy sny nasze i zorze jutrzejsze,
Noce są teraz od gwiezdnych bezkresne.
Nie widzę ścieżki, ślady czas przykrywa,
Dola i Niedola duszę nam odkrywa.
Wiem że gdzieś błądzisz, szukasz progów chaty,
Choć droga zarosła przez minione laty.
Szukamy się w echu, co w borze wybrzmiewa,
Gdzie wiatr niemy szarpie bezlistne już drzewa.
Bo choć nas dzieli milczenia głębina,
Krew w moich żyłach o Tobie wspomina.
O tobie wspomina
Może tak być miało, byśmy zrozumieli,
Żeśmy patrząc na się, wcale nie widzieli.
Dziś każdy przez własne bagniska się przedziera,
Bez tarczy, bez znaku, bez rąk uderzenia.
Lecz wierzę, że dusze co raz się spotkały,
W szeptach prastarych zostawią ślad mały.
I kiedyś, gdy rzeka zawróci swe biegi,
Gdy woda przypomni swych brzegów szeregi.
Spojrzymy na siebie bez lęku i trwogi,
Wiedząc, że takie być musiały drogi.
Takie być musiały drogi
Dola z Niedolą tańczą w naszej duszy,
Każda swą nitkę chce do siebie skruszyć.
Lecz żadna milczenia muru nie obali,
Skorośmy sami to serce wypali
Krążymy w gęstwinie szukając swych dłoni,
Choć nikt nas nie szuka i nikt nas nie goni.
Nikt nas nie goni
Bo choć nas dzieli bezkresna dolina
Krew w moich żyłach o Tobie wspomina
Może tak być miało byśmy pojęli
Że patrząc na siebie wcale nie widzieli
Dziś każdy przez własne bagniska się przedziera
Bez tarczy bez mapy bez wiatru westchnienia
Bez wiatru westchnienia
Dola z Niedolą tańczą w naszej duszy,
Każda swą nitkę chce do siebie skruszyć.
Lecz żadna milczenia muru nie obali,
Skorośmy sami to serce wypali
Krążymy w gęstwinie szukając swych dłoni,
Choć nikt nas nie szuka i nikt nas nie goni.
Nikt nas nie szuka i nikt nie goni
Może tak być miało, by ścieżki się zbiegły,
By rany twe w moich dłoniach poległy.
A może mój los był ci znany przed wiekiem,
Nim krew się stała w nas wartkim biegiem
To plan dawnych przodków, klątwa lub wróżba,
Której nie pamięta już żadna z nas dusza.
To węzeł na krajce w pamięci zaklęty,
Byśmy się spotkali w niebie bezkresnym
Spotkali W bezkresnym niebie
By być ponownie tylko dla siebie
Tylko dla siebie