Dzikie pole wypełnione jest zapachem ziół i poranną rosą. Pszczoła usiadła na nadgarstku, szukając słodyczy w słonym pocie.
Łaskotanie łapek... małe życie przed wielką ciemnością. Patrzę na korę dębu, jakbym po raz pierwszy dostrzegał te zmarszczki ciała. Świat jest tak przejrzysty, że widać wspomnienia z dzieciństwa: matczyne dłonie, ciepły chleb, zapach skoszonej łąki.
Jesteśmy tu, by chronić tę ciszę przed zbezczeszczeniem i zniszczeniem, by nie pozwolić obcym wyciągnąć swoich krwawych rąk ku naszej ojczyźnie!
Bracia milczą. Nie ma dzikiego krzyku ani daremnego gniewu. Ktoś podwija rękawy, przygotowując mięśnie do ciężkiej bitwy. Ktoś szepcze modlitwy, a ktoś ukrywa strach pod maską niezbyt zabawnego żartu, a dowódcy stojący na czele stalowych szeregów — spokojni, surowi, zagorzali ojcowie.
Rozkazy już nie są wykrzykiwane — wszyscy i tak wszystko wiedzą.
Każdy zna swój krok, każdy zna łokieć przyjaciela obok siebie, mocniej zacieśniając tarczę przy tarczy. Kochamy tę ziemię aż do bólu, aż do śmiertelnego rytmu, zaciekle nienawidzimy tych, którzy niosą tu popiół i ucisk.
Walka! To nie opis z książek, to chaos i dym!
Krew! To prawda finału, napisana przez nas!
W imię słusznej sprawy, w imię domu, w imię przetrwania, powstrzymamy hordy naszymi ciężkimi tarczami! Hej! Skandynawska wściekłość płonie w sercach Rusinów i Litwinów.
Hej! Pracowitość rąk staje się zabójczym mieczem. Kto przyszedł zbezcześcić nasz dom — niech w tej błękitnej wodzie zniknie na zawsze, zmyty naszą wiarą i naszym ostatnim, wściekłym szarżą!
Idą, by palić. Idą, by gwałcić i rabować. Ale za nami są korzenie, za nami są groby ojców. Nie jesteśmy tylko wojownikami, jesteśmy murem, którego nie da się złamać! Jesteśmy pomysłowi, jesteśmy jak stal bulatowa, stoimy między wiekami! Pszczoła wzbiła się w powietrze. Czas się skończył. Nie ma już drogi powrotnej...
Krótki rozkaz „do boju!”... Opada hełm, cały świat zamiera... i trzymając mur tarcz, idziemy na spotkanie hordy... staliśmy się żywą zasłoną... Tam, gdzie w loterii wojny wygrywa tylko nasz ród, inaczej nie bywa!
Walka! To nie opis z książek, to chaos i dym!
Krew! To prawda finału, napisana przez nas!
W słusznej sprawie, za dom, by pozostać przy życiu, powstrzymamy hordy naszymi ciężkimi tarczami! Hej! Skandynawska wściekłość płonie w sercach Rusinów i Litwinów.
Hej! Pracowitość rąk staje się zabójczym mieczem. Kto przyszedł zbezcześcić nasz dom — niech w tej niebieskiej wodzie zniknie na zawsze, zmyty naszą wiarą i naszym ostatnim, zaciekłym szarżą!
Loteria wojny... Komuś — kurhan, komuś — zwycięstwo. Ale my się utrzymaliśmy. Bo my jesteśmy tą ziemią, tym piołunem i tą wodą. Siniuszka płynie dalej, czysta i surowa, jak wola Boga, po hordach złotych pozostał tylko cień i pokryta ich ciałami ukraińska ziemia! Wytrzemy miecze o trawę. Będziemy pamiętać tych, którzy polegli w tej ciężkiej walce... Jesteśmy po prostu ludźmi, którzy kochają swój dom ponad wszystko na świecie
Walka! To nie opis z książek, to chaos i dym!